recykling-ubran-second-hand
3 czerwca 2019/
  • By Sebastian
  • 53
  • 1

Co jeszcze nas odróżnia od innych tego typu sklepów z używna odzieżą, second hand?

Przede wszsytkim misja. Bliska naszemu sercu jest idea recyklingu. Chyba mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak dzisiejsza moda degraduje środowisko. Tylko przemysł paliwowy truje bardziej. Dlatego gorąco wszystkich namawiamy, by dać ubraniom drugie życie!

Recykling a sklepy typu second hand

Secend-handy nie miały w Polsce łatwego startu. Kolorowe, markowe ciuchy z zachodu pojawiły się u nas w latach 90-tych jako odtrutka na PRL-owską szaryznę. I alternatywa dla drogich ubrań z Pewexu (tak, tak, para jeansów Levisa kosztowała tyle, co miesięczna pensja, kogo było na to stać?). Niestaty, z niewytłumaczalnych powodów nie zostały zbyt dobrze przyjęte. Przez lata borykały się z nienajlepszą opinią. Stały się synonimem ubrań dla biedoty. Przylgnęła do nich nazwa szmateksów, lumpeksów, które w oczywisty sposób nie kojarzą się zbyt dobrze. Pokutowało przekonanie, że ubierać się w second-handach to wstyd (zupełnie niesłusznie!), coś, co nas stygmatyzuje jako tych mniej zamożnych, nie mogących sobie pozwolić na ubrania z najnowszych kolekcji.

Dziś jest zupełnie inaczej. Już od dobrych kilku lat ten wizerunek zaczyna się zmieniać, a second-handy odzyskują należną sobie pozycję. Zdobywają wpływowych ambasadorów i propagatorów. Doceniają je dziś największe gwiazdy znane z telewizji i pierwszych stron gazet, osoby, które chcą być modne, a jednocześnie chcą wyróżniać się z tłumu. Nie dość, że przyznają się do zakupów w second-handach, to jeszcze się tym chwalą! O second-handach i ich niezliczonych zaletach dyskutują na forum najpopularniejsze modowe blogerki, przechwalają się łupami, jakie udało im się zdobyć w czasie buszowania między wieszakami. Dziś ciucholandy to przede wszystkim szansa na bycie niepoowtarzalnym. Stały się synonimem ubrań z duszą, mających swoją historię. Ubrań oryginalnych i nietuzinkowych, które wyrażą nasz charakter, nastrój, styl bycia. Ale zalet ubierania się w „szmateksach” jest o wiele, wiele więcej. Zobaczcie sami.

Recykling ubrań i odzieży

W dzisiejszych czasach dużo mówi się o byciu ekologicznym i dbaniu o zasoby naturalne naszej planety. O tym, jak ważne jest, by zrezygnować z plastiku, nie marnować wody wie chyba każdy. Myśląc o zanieczyszczeniu środowiska stają nam przed oczami ścieki odprowadzene do rzek, kopalnie odkrywkowe, czy wielkie elektrownie. Ale mało kto zastanawia się jakie skutki dla przyrody niesie za sobą produkcja ubrań. Spódniczka, czy bluzka mogą zaszkodzić naszej planecie? Zapewne nikt nie pomyśłałby w ten sposób. Tymczasem okazuje się, że tylko koncerny naftowe trują bardziej, niż branża modowa.

Czy wiecie, że co sekundę na wysypisko śmieci trafia pełna śmieciarka ubrań?

Kupujemy ich coraz więcej, a jeszcze więcej wyrzucamy. Ponad połowa ubrań, które nosimy ląduje w koszu w ciągu zaledwie roku od momentu produkcji. Każdego roku przemysł modowy generuje 92 mln ton odpadów. W dużej mierze to właśnie moda i niepohamowany pęd za byciem trendy odpowiada za degradację naszej planety. Produkcja tekstyliów wymaga ogromnych ilości energii i wody. Zaś do ich farbowania zużywa się ogromnych ilości chemikaliów.

W przeciągu 14 lat (pomiędzy rokiem 2000 a 2014) globalna produkcja ubrań podwoiła się. Powstał nawet nowy termin na okreśłenie tego zjawiska” „Fast fashion”, czyli szybka moda. O ile zazwyczaj trendy w modzie zmieniają się co sezon, to w sieciówkach wszsytko dzieje się dużo szybciej. To co było modne jeszcze tydzień temu, dziś już jest passe. Mająca ok. 10 lat „fast fashion” doprowadziła do powstania „ubrań jednorazowych”, które po dwóch, trzech założeniach trafiają do kosza. Największe giganty odzieżowe oferują każdego roku od 16 do 20 nowych kolekcji. Ograniczają oni koszty produkcji (co oczywiscie odbija się na jakości), by zwiększyć jej tempo.

Tymczasem nawet naturalna bawełna, z której wytwarzanych jest 40 proc. ubrań nie jest tak niewinna i neutralna dla środowiska, jak mogłoby się wydawać.

Do wyprodukowania jednego bawełnianego t-shirta potrzeba 2700 litrów wody. Nieprawdopodobne, co?

Tym bardziej, jeśli uzmysłowimy sobie, że to tyle, ile przeciętny człowiek wypija w ciągu czterech lat. Para jeansów to już 14 tys. litrów wody, czyli 19 lat dostępu do wody pitnej dla jednego człowieka.

Stosowane na plantacjach bawełny opryski stanowią jedną czwartą pestycydów i jedną dziesiatą innych chemikaliów używanych przy hodowli roślin. Każdego roku 25 milionów pracowników tych plantacji zatruwa się pestycydami, a 20 tys. umiera.

Film o recyklingu ubrań

Włókna syntetyczne nie potrzebują co prawda tyle wody, jednak przy ich produkcji wykorzystywane są włókna ropopopchodne, które się nie rozkładają, nie podlegają recyklingowi (mechaniczne odzyskiwanie materiałów niszczy je, a inne metody są zbyt drogie). Ubrania z poliestrem zanieczyszczają nasze wody. Jak się tam dostają? Ano bardzo prosto: wprost z odpływów naszych pralek. Naukowcy szacują, że prawie 2000 tych włókien wędruje sobie z naszych domów do rzek, a stamtąd do mórz, oceanów i stref przybrzeżnych. Ponadto do wód światowych każdego roku trafia 40-50 tys. ton farby, która zawiera metale ciężkie. Zanieczyszczenia powstałe przy produkcji tkanin syntetycznych mogą odpowiadać za śmierć 100 tys. morskich zwierząt. To chyba wystarczające argumenty na to, by dać ubraniom drugie życie. Jeśli nie musisz koniecznie mieć nowych ubrań, kupuj je w second-handach.

Zapraszamy serdecznie do naszych sklepów z tanią odzieżą Pszczołka – miodne ciuszki na terenie Krakowa, Brzeszka i Bochni.

1 Komentarz

  1. Sebastian
    18 czerwca 2019 at 20:07

    Wow. Jestem pod dużym wrażeniem tego co przeczytałem. Człowiek nigdy wcześniej nie zdawał sobie sprawy ile kosztuje wyprodukowanie jednej, zwyczajnej koszulki.

Dodaj komentarz

Twój adres nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Subskrybuj cotygodniowe wiadomości
Dołącz do nas!